|
|
|||||||||||||
|
Wygląd torrentów:
Kategoria:
Muzyka
Gatunek:
Post Metal
Ilość torrentów:
3
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::OPIS::.. IDLE HEIRS make their Relapse Records debut with Life is Violence. The band, featuring Coalesce vocalist Sean Ingram (making his return to a proper album recording for the first time in over a decade), and acclaimed producer and musician Josh Barber, hail from the Kansas City area, and is a tight knit unit that hums with creativity and revels in the freedom of creating exactly what their hearts desire. For over a decade Ingram’s focus had been elsewhere; due to the prolonged hiatus of Coalesce, music was no longer at the forefront of his artistic endeavors. When events - on both a global and personal level, and specifically, where the two intersect - conspired to bring Ingram to a place where music once again became essential, the seed for IDLE HEIRS was planted. Rather than the conditions being right for a musical reprise, the conditions had to be all wrong, leaving only one way forward. Having connected with Barber, Ingram already knew who his co-conspirator for this mission would be. Describing himself as “a doer, not a dreamer," Ingram made it clear to Barber that there was an increasing urgency to getting the project off the ground. Barber sequestered himself in a remote part of the Pacific Northwest for eight days, giving himself the space and time to concentrate solely on what would become the blueprint for the debut IDLE HEIRS album. The resulting album, Life Is Violence, was recorded at Ocean Sound studio in Norway. Indulging themselves in the freedom that came with creating without restriction or expectation, the pair decamped to the icy Norwegian wilderness with five of their collaborators to lay down the eight tracks. The isolation of the studio, and the absence of external pressures allowed for an unparalleled clarity and exacting level of attention to detail. IDLE HEIRS have created a post-metal album that captures a certain vulnerability within its mournful sound. Thematically, Life Is Violence contemplates the thread of paternal influence from generation to generation - and how it can be disrupted. Ingram examines the impact his father had on his life, whilst simultaneously contemplating his own mortality and what he will pass down to his children. With a determination to ensure that what he leaves behind in the future is markedly different to what he inherited himself, IDLE HEIRS have issued a missive that stands as both a line in the sand and a testament to love. ..::TRACK-LIST::.. 1. Loose Tooth 04:56 2. Rare Bird 06:43 3. Jaded Mountain 04:12 4. Lemonade Stands 07:03 5. Dim Shepherd 08:59 6. Pillow Talk 04:26 7. Dead Ringer 09:39 8. Momma 04:47 ..::OBSADA::.. Vocals - Sean Ingram Drums - Ben Turkovic Guitars - Chris Gochis, Brad Trinkl, Josh Barber, Brandon Yangmi Keys by Josh Barber, Brad Rinkl Precussion - ben Turkovic, Brad Trinkl, Chris Gochis, Brandon Yangmi Additional vocals - Nigel Williams and Chris Gochis https://www.youtube.com/watch?v=SYOp6NxbXDE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 13
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-03-05 20:06:16
Rozmiar: 119.72 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...
..::INFO::.. IDLE HEIRS make their Relapse Records debut with Life is Violence. The band, featuring Coalesce vocalist Sean Ingram (making his return to a proper album recording for the first time in over a decade), and acclaimed producer and musician Josh Barber, hail from the Kansas City area, and is a tight knit unit that hums with creativity and revels in the freedom of creating exactly what their hearts desire. For over a decade Ingram’s focus had been elsewhere; due to the prolonged hiatus of Coalesce, music was no longer at the forefront of his artistic endeavors. When events - on both a global and personal level, and specifically, where the two intersect - conspired to bring Ingram to a place where music once again became essential, the seed for IDLE HEIRS was planted. Rather than the conditions being right for a musical reprise, the conditions had to be all wrong, leaving only one way forward. Having connected with Barber, Ingram already knew who his co-conspirator for this mission would be. Describing himself as “a doer, not a dreamer," Ingram made it clear to Barber that there was an increasing urgency to getting the project off the ground. Barber sequestered himself in a remote part of the Pacific Northwest for eight days, giving himself the space and time to concentrate solely on what would become the blueprint for the debut IDLE HEIRS album. The resulting album, Life Is Violence, was recorded at Ocean Sound studio in Norway. Indulging themselves in the freedom that came with creating without restriction or expectation, the pair decamped to the icy Norwegian wilderness with five of their collaborators to lay down the eight tracks. The isolation of the studio, and the absence of external pressures allowed for an unparalleled clarity and exacting level of attention to detail. IDLE HEIRS have created a post-metal album that captures a certain vulnerability within its mournful sound. Thematically, Life Is Violence contemplates the thread of paternal influence from generation to generation - and how it can be disrupted. Ingram examines the impact his father had on his life, whilst simultaneously contemplating his own mortality and what he will pass down to his children. With a determination to ensure that what he leaves behind in the future is markedly different to what he inherited himself, IDLE HEIRS have issued a missive that stands as both a line in the sand and a testament to love. ..::TRACK-LIST::.. 1. Loose Tooth 04:56 2. Rare Bird 06:43 3. Jaded Mountain 04:12 4. Lemonade Stands 07:03 5. Dim Shepherd 08:59 6. Pillow Talk 04:26 7. Dead Ringer 09:39 8. Momma 04:47 ..::OBSADA::.. Vocals - Sean Ingram Drums - Ben Turkovic Guitars - Chris Gochis, Brad Trinkl, Josh Barber, Brandon Yangmi Keys by Josh Barber, Brad Rinkl Precussion - ben Turkovic, Brad Trinkl, Chris Gochis, Brandon Yangmi Additional vocals - Nigel Williams and Chris Gochis https://www.youtube.com/watch?v=SYOp6NxbXDE SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 14
Komentarze: 0
Data dodania:
2026-03-05 20:02:59
Rozmiar: 330.26 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Każda piosenka daje nam nieco inny wgląd w to, co robi Krakow , co pokazuje, jak biegli i kompetentni są ci goście. Wziąć fragmenty licznych wpływów i wciągnąć je pod jeden parasol to jedno. Ale połączenie ich tak płynnie to talent zarezerwowany tylko dla nielicznych. Rezultatem jest arcydzieło. FA Założony w 2005 roku norweski zespół Krakow od początku swojej działalności starał się wypracować własną wizję stoner rocka. Pierwszy album „Monolith” był mocno zainspirowany brzmieniem Enslaved, z którą to grupą Krakow odbył pierwsze poważne europejskie tournée. Już wtedy wiadomym było, że nasi bohaterowie nie biorą jeńców i nie idą na żaden kompromis, jeśli chodzi o podejście do własnej muzyki. Typowe dla siebie, a przy tym oryginalne brzmienie Krakow osiągnął na kolejnym albumie pt. „Diinu”, który ukazał się w 2012 roku. Co takiego charakterystycznego można było na nim usłyszeć? Krakow umiejętnie połączył na tym krążku muzyczne wpływy takich wykonawców, jak Virus, Vreid, Secrets Of The Moon, Enslaved i Opeth, tworząc przy tym prawdziwie wybuchową mieszankę „przybrudzonego” stoner rocka z wyraźnymi postrockowymi wpływami. Na 31 sierpnia br. wytwórnia Karisma Records zapowiada premierę najnowszej płyty grupy Krakow. Będzie ona nosić tytuł „Minus”. Co na niej znajdziemy? Sześć utworów. Dziewięciu wokalistów. Trzech gitarzystów. Dwóch perkusistów. Jednego basistę. W tym bardzo mocnym zestawieniu Krakow powraca z fascynującym albumem, będącym wynikiem żmudnej i intensywnej pracy w ciągu całego minionego roku. To album, na którym króluje gęsta i bezkompromisowa muzyka. Muzyka, która powinna zachwycić fanów mocnych i wyrazistych, często wręcz ekstremalnych brzmień licznie nagromadzonych we wszystkich sześciu wypełniających program „Minus” nagraniach. Od początku do końca słychać w nich wewnętrzną łączność, która wykracza poza zwykłą spójność tematyczną. Jednak każdy z nich może też dobrze funkcjonować w pojedynkę. Każdy z tych utworów mógłby zostać wyizolowany i eksponowany jako przykład pozytywnie nieokiełznanej nordyckiej metalowej stylistyki. Gdzieniegdzie Krakow wplata w swą muzykę nordycko-chóralny wielogłos. Growle, jak najbardziej, też się tu i ówdzie pojawiają („The Stranger”, „Sirens”). Generalnie rzecz biorąc, produkcje zespołu są przykładem mrocznego, sugestywnego, agresywnego, ciężkiego, ale i hipnotyzującego, chwilami posuwającego się do ekstremum ciężkiego, postmetalowego grania, a więc celu, jaki postawił sobie Krakow na początku swojej działalności. Album kończy się fascynującym utworem „Tidlaus”, w którego finale pojawia się wielogłosowy chór. W jego nagraniu wzięła udział gromada bardzo cenionych w pewnych kręgach norweskich muzyków z Bergen, co już wydaje się być wystarczającą rekomendacją do poznania płyty „Minus”. Jeżeli komuś byłoby jeszcze mało, to dodam, że w kompozycji „Black Wandering Sun” efektowne gitarowe solo wykonał gościnnie nie kto inny, a sam wielki Phil Campbell z Motörhead. Taki jest album „Minus”. Pomijając wszelkie próby definiowania muzyki, którą prezentuje na nim grupa Krakow, trzeba być przygotowanym na to, że w trakcie jego słuchania uwalniają się ciężkie, ale subtelne, melodyczne, ale też atonalne, gęste, ale i przestrzenne ściany mrocznych dźwięków. Jest w tej muzyce światło i jest mrok. Jest oryginalne piękno, ale są też dźwięki od których bolą uszy. Są potwory i są święci, są diabły i są demony, a muzyka od pierwszej do ostatniej minuty brzmi tak jakby była bujnie zalesioną wyspą na morzu pełnym brudnej wody. To pozorny zbiór sprzeczności. Przeciwności, które magnetycznie przyciągają i wciągają w trakcie słuchania. To stoner, jakiego jeszcze nie słyszeliście. To jest „Minus”. To nowy album norweskiego Krakowa. To album zdecydowanie na plus. Artur Chachlowski Bardzo cieszą mnie prace artystów, którzy potrafią jednocześnie zbierać do kupy najodleglejsze inspiracje oraz pozostawać wiernymi własnemu, spójnemu brzmieniu. Taka implozja i eksplozja jednocześnie. Norweski Krakow (gdzieniegdzie w sieci zespół funkcjonuje jako „Kraków”, ale zostawmy to miano byłej stolicy Polski) na tegorocznym „minus” właśnie to robi. Wpisuje się w tym samym w grupę zespołów, których artystyczne poszukiwania nigdy się nie kończą – weźcie choćby Enslaved (pojawiają się tutaj nie bez kozery, to z nimi ostatnio Krakow zwiedzał kluby), Anciients, czy nawet rodzimy Blindead. I nie mam bynajmniej na myśli tego, że Krakow brzmi lub chciałby brzmieć jak któryś z wyżej wymienionych zespołów. Norwegowie ustalają własne proporcje wszystkiego, co chcą w swojej muzyce zawrzeć. „minus” jest zaskakująco wręcz spójnym konglomeratem inspiracji. Zespół trzyma się muzyki mrocznej i mglistej, zdefiniowanej kiedyś choćby przez Katatonię czy Anathemę, ale dorzuca do tego odświeżającą dawkę bardziej współczesnego doomu, post-metalu, progresji. Efekt jest zadowalający, a momentami wręcz zachwycający. „minus” jest pełna przestrzeni i skrzących się emocji, choć jest tutaj stosunkowo niewiele kolorów – trzymamy się raczej wciągających szarości. Album rozpoczyna się od dość wybuchowego jak na standardy tej płyty Black Wandering Sun, gdzie prym wiodą partie wokalne, ale Krakow mają w zanadrzu o wiele więcej niż melodie. Hipnotyzujący, piękny i rewelacyjnie ewoluujący The Stranger to być może opus magnum zespołu. „minus” lubi się jednak rozjeżdżać na wszystkie strony naraz, więc zaraz po nim włącza się choćby przytłaczający, doomowy, przesterowany i skrzypiący From Fire, Fron Stone. Zabiegów aranżacyjnych jest na całym albumie co niemiara – wszystko nieustannie płynie, zmienia się, ale nie męczy ruchem, największe nawet kontrasty wydają się naturalnym następstwem. Pełno tu subtelności, które na pierwszy rzut ucha można przegapić, a które tak czy inaczej knują misterne piękno tej muzyki – a to ściana dźwięku przerwana jest czystą gitarą, a to na wokalach pojawia się lekkie echo, a to na grzmiącym i zgrzytającym podkładzie instrumentalnym zaistnieje znienacka miła harmonia. Te właśnie szczególiki budują ten post-metal, bo to chyba jednak najstosowniejsza łatka. Atmosfera „minus” jest duszna i gęsta, ale nie przytłacza. Krakow nie skupiają się wyłącznie na negatywnych emocjach. Okej, nie doszukacie się tutaj wesołych melodyjek i skocznych rytmów, ale też zespół nie grawituje przesadnie w kierunku ciemnej strony mocy. To brzmi trochę tak, jakby twórcy tego albumu owszem, mieli swoje codzienne zmagania, smutki i frustracje, ale zostawili na albumie trochę czasu na docenienie zwykłej codzienności i małych radości. Świetny krążek na jesienne i zimowe posiadówy na wygodnej kanapie ze słuchawkami na uszach. nmtr ..::TRACK-LIST::.. 1. Black Wandering Sun 3:41 2. Sirens 3:42 3. The Stranger 6:54 4. From Fire, From Stone 6:34 5. Minus 9:44 6. Tidlaus 7:12 Choir - Iver Sandøy, Knut Andreas Knutsen, Remi Andersen, Yngve Sætre, Ørjan Nordvik ..::OBSADA::.. Bass, Voice – Frode Kilvik Drums, Voice – Arctander Guitar, Keyboards – René Misje Guitar, Voice – Kjartan Grønhaug Guitar solo - Phil Campbell (tracks: 1) Voice, Instrumentation - Iver Sandøy https://www.youtube.com/watch?v=V26t-duQ_fI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-06-22 14:59:09
Rozmiar: 89.23 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
Opis
...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI
..::OPIS::.. Każda piosenka daje nam nieco inny wgląd w to, co robi Krakow , co pokazuje, jak biegli i kompetentni są ci goście. Wziąć fragmenty licznych wpływów i wciągnąć je pod jeden parasol to jedno. Ale połączenie ich tak płynnie to talent zarezerwowany tylko dla nielicznych. Rezultatem jest arcydzieło. FA Założony w 2005 roku norweski zespół Krakow od początku swojej działalności starał się wypracować własną wizję stoner rocka. Pierwszy album „Monolith” był mocno zainspirowany brzmieniem Enslaved, z którą to grupą Krakow odbył pierwsze poważne europejskie tournée. Już wtedy wiadomym było, że nasi bohaterowie nie biorą jeńców i nie idą na żaden kompromis, jeśli chodzi o podejście do własnej muzyki. Typowe dla siebie, a przy tym oryginalne brzmienie Krakow osiągnął na kolejnym albumie pt. „Diinu”, który ukazał się w 2012 roku. Co takiego charakterystycznego można było na nim usłyszeć? Krakow umiejętnie połączył na tym krążku muzyczne wpływy takich wykonawców, jak Virus, Vreid, Secrets Of The Moon, Enslaved i Opeth, tworząc przy tym prawdziwie wybuchową mieszankę „przybrudzonego” stoner rocka z wyraźnymi postrockowymi wpływami. Na 31 sierpnia br. wytwórnia Karisma Records zapowiada premierę najnowszej płyty grupy Krakow. Będzie ona nosić tytuł „Minus”. Co na niej znajdziemy? Sześć utworów. Dziewięciu wokalistów. Trzech gitarzystów. Dwóch perkusistów. Jednego basistę. W tym bardzo mocnym zestawieniu Krakow powraca z fascynującym albumem, będącym wynikiem żmudnej i intensywnej pracy w ciągu całego minionego roku. To album, na którym króluje gęsta i bezkompromisowa muzyka. Muzyka, która powinna zachwycić fanów mocnych i wyrazistych, często wręcz ekstremalnych brzmień licznie nagromadzonych we wszystkich sześciu wypełniających program „Minus” nagraniach. Od początku do końca słychać w nich wewnętrzną łączność, która wykracza poza zwykłą spójność tematyczną. Jednak każdy z nich może też dobrze funkcjonować w pojedynkę. Każdy z tych utworów mógłby zostać wyizolowany i eksponowany jako przykład pozytywnie nieokiełznanej nordyckiej metalowej stylistyki. Gdzieniegdzie Krakow wplata w swą muzykę nordycko-chóralny wielogłos. Growle, jak najbardziej, też się tu i ówdzie pojawiają („The Stranger”, „Sirens”). Generalnie rzecz biorąc, produkcje zespołu są przykładem mrocznego, sugestywnego, agresywnego, ciężkiego, ale i hipnotyzującego, chwilami posuwającego się do ekstremum ciężkiego, postmetalowego grania, a więc celu, jaki postawił sobie Krakow na początku swojej działalności. Album kończy się fascynującym utworem „Tidlaus”, w którego finale pojawia się wielogłosowy chór. W jego nagraniu wzięła udział gromada bardzo cenionych w pewnych kręgach norweskich muzyków z Bergen, co już wydaje się być wystarczającą rekomendacją do poznania płyty „Minus”. Jeżeli komuś byłoby jeszcze mało, to dodam, że w kompozycji „Black Wandering Sun” efektowne gitarowe solo wykonał gościnnie nie kto inny, a sam wielki Phil Campbell z Motörhead. Taki jest album „Minus”. Pomijając wszelkie próby definiowania muzyki, którą prezentuje na nim grupa Krakow, trzeba być przygotowanym na to, że w trakcie jego słuchania uwalniają się ciężkie, ale subtelne, melodyczne, ale też atonalne, gęste, ale i przestrzenne ściany mrocznych dźwięków. Jest w tej muzyce światło i jest mrok. Jest oryginalne piękno, ale są też dźwięki od których bolą uszy. Są potwory i są święci, są diabły i są demony, a muzyka od pierwszej do ostatniej minuty brzmi tak jakby była bujnie zalesioną wyspą na morzu pełnym brudnej wody. To pozorny zbiór sprzeczności. Przeciwności, które magnetycznie przyciągają i wciągają w trakcie słuchania. To stoner, jakiego jeszcze nie słyszeliście. To jest „Minus”. To nowy album norweskiego Krakowa. To album zdecydowanie na plus. Artur Chachlowski Bardzo cieszą mnie prace artystów, którzy potrafią jednocześnie zbierać do kupy najodleglejsze inspiracje oraz pozostawać wiernymi własnemu, spójnemu brzmieniu. Taka implozja i eksplozja jednocześnie. Norweski Krakow (gdzieniegdzie w sieci zespół funkcjonuje jako „Kraków”, ale zostawmy to miano byłej stolicy Polski) na tegorocznym „minus” właśnie to robi. Wpisuje się w tym samym w grupę zespołów, których artystyczne poszukiwania nigdy się nie kończą – weźcie choćby Enslaved (pojawiają się tutaj nie bez kozery, to z nimi ostatnio Krakow zwiedzał kluby), Anciients, czy nawet rodzimy Blindead. I nie mam bynajmniej na myśli tego, że Krakow brzmi lub chciałby brzmieć jak któryś z wyżej wymienionych zespołów. Norwegowie ustalają własne proporcje wszystkiego, co chcą w swojej muzyce zawrzeć. „minus” jest zaskakująco wręcz spójnym konglomeratem inspiracji. Zespół trzyma się muzyki mrocznej i mglistej, zdefiniowanej kiedyś choćby przez Katatonię czy Anathemę, ale dorzuca do tego odświeżającą dawkę bardziej współczesnego doomu, post-metalu, progresji. Efekt jest zadowalający, a momentami wręcz zachwycający. „minus” jest pełna przestrzeni i skrzących się emocji, choć jest tutaj stosunkowo niewiele kolorów – trzymamy się raczej wciągających szarości. Album rozpoczyna się od dość wybuchowego jak na standardy tej płyty Black Wandering Sun, gdzie prym wiodą partie wokalne, ale Krakow mają w zanadrzu o wiele więcej niż melodie. Hipnotyzujący, piękny i rewelacyjnie ewoluujący The Stranger to być może opus magnum zespołu. „minus” lubi się jednak rozjeżdżać na wszystkie strony naraz, więc zaraz po nim włącza się choćby przytłaczający, doomowy, przesterowany i skrzypiący From Fire, Fron Stone. Zabiegów aranżacyjnych jest na całym albumie co niemiara – wszystko nieustannie płynie, zmienia się, ale nie męczy ruchem, największe nawet kontrasty wydają się naturalnym następstwem. Pełno tu subtelności, które na pierwszy rzut ucha można przegapić, a które tak czy inaczej knują misterne piękno tej muzyki – a to ściana dźwięku przerwana jest czystą gitarą, a to na wokalach pojawia się lekkie echo, a to na grzmiącym i zgrzytającym podkładzie instrumentalnym zaistnieje znienacka miła harmonia. Te właśnie szczególiki budują ten post-metal, bo to chyba jednak najstosowniejsza łatka. Atmosfera „minus” jest duszna i gęsta, ale nie przytłacza. Krakow nie skupiają się wyłącznie na negatywnych emocjach. Okej, nie doszukacie się tutaj wesołych melodyjek i skocznych rytmów, ale też zespół nie grawituje przesadnie w kierunku ciemnej strony mocy. To brzmi trochę tak, jakby twórcy tego albumu owszem, mieli swoje codzienne zmagania, smutki i frustracje, ale zostawili na albumie trochę czasu na docenienie zwykłej codzienności i małych radości. Świetny krążek na jesienne i zimowe posiadówy na wygodnej kanapie ze słuchawkami na uszach. nmtr ..::TRACK-LIST::.. 1. Black Wandering Sun 3:41 2. Sirens 3:42 3. The Stranger 6:54 4. From Fire, From Stone 6:34 5. Minus 9:44 6. Tidlaus 7:12 Choir - Iver Sandøy, Knut Andreas Knutsen, Remi Andersen, Yngve Sætre, Ørjan Nordvik ..::OBSADA::.. Bass, Voice – Frode Kilvik Drums, Voice – Arctander Guitar, Keyboards – René Misje Guitar, Voice – Kjartan Grønhaug Guitar solo - Phil Campbell (tracks: 1) Voice, Instrumentation - Iver Sandøy https://www.youtube.com/watch?v=V26t-duQ_fI SEED 15:00-22:00. POLECAM!!!
Seedów: 0
Komentarze: 0
Data dodania:
2025-06-22 14:55:11
Rozmiar: 255.15 MB
Peerów: 0
Dodał: Fallen_Angel
|
|||||||||||||